Galeria ul. Mariacka

Ewa Kalińska

2 grudnia w galerii ZPAP na ul. Mariackiej została otwarta wystawa tkaniny artystycznej Ewy Kalińskiej zatytułowana "W rozkwicie" na której artystka zaprezentowała kilkanaście prac wykonanych w technice aplikacji.

Przybyłych licznie gości przywitał Przewodniczący Rady Artystycznej Ryszard Kowalewski, następnie kurator galerii Grażyna Tomaszewska-Sobko nakreśliła sylwetkę autorki wystawy. Natomiast artystka opowiedziała o samej technice.
Wieczór wernisażowy umiliły standardy jazzowe w wykonaniu duetu muzycznego.

 
Ewa Kalińska, tkanina artystyczna „W rozkwicie”
Galeria ZPAP w gdańsku ul. Mariacka 46/47
02.12.2019 – 31.12.2019

Grażyna Tomaszewska – Sobko: Studiowała Pani w Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie. Na jakim wydziale? Z jakimi profesorami się tam Pani zetknęła?
Ewa Kalińska: Akademia powstała w roku ’92 i w tym właśnie roku, czyli w pierwszym naborze, trafiłam tam na Wydział Malarstwa i Grafiki. Tam zetknęłam się z takimi sławami jak Franciszek Starowieyski, Jerzy Duda Gracz, Witor Zin, Antoni Fałat i Barbara Szubińska. Od każdego z tych artystów nauczyłam się czegoś innego. Jerzy Duda Gracz pokazał mi czym jest piękno w malarstwie i jak je w obrazie podkreślać. Franciszek Starowieyski nauczył mnie dyscypliny i samokrytycyzmu w działaniu. Barbara Szubińska uświadomiła mi, że ważne jest aby wyobrazić sobie efekt końcowy zanim podejmie się pracę nad obrazem, tkaniną czy rysunkiem. Później przeniosłam się do Akademii Multimedialnej w Gdańsku. Tam uzyskałam dyplom z projektowania multimedialnego u prof. Wojciecha Mokwińskiego.
G.T.-S.: Prof. Mokwiński był też wykładowcą w PWSSP na Wydziale Rzeźby w Pracowni Projektowania Rzeźbiarsko-Architektonicznego. Był dla mnie postacią ważną i bardzo inspirującą.
E.K.: Dla mnie również.
G.T.-S.:A Marek Model?
E.K.: Był moim pierwszym mistrzem i chyba najważniejszym. Uczyłam się u niego malować i rysować przez trzy lata. Otaczał mnie albumami o sztuce. Pokazywał obrazy najwybitniejszych malarzy.
G.T.-S: Zajmowała się Pani malarstwem, rysunkiem, multimediami. Skąd więc tkanina artystyczna?
E.K.: Zaczęło się od zabawy. W dzieciństwie mama często zabierała mnie do znajomej krawcowej, od której dostawałam ścinki materiałów w przeróżnych kolorach i deseniach. W domu robiłam z tych kawałków szmaciane lalki. Potem ręcznie uszyłam pierwszą w życiu poduszkę oraz nauczyłam się wyszywać. Będąc nastolatką chodziłam na zajęcia z tkactwa do Pałacu Młodzieży na ulicy Ogarnej w Gdańsku. Bardzo wcześnie zetknęłam i zachwyciłam się z pracami Magdaleny Abakanowicz czy też gdańskiej artystki Ewy Łukiewskiej. I tak od lat sama zajmuję się tkaniną artystyczną. Zaczynam od rysunku, często z natury, potem upraszczam formy, dobieram kolory, tkaniny aż w końcu scalam wszystko na płaszczyźnie.
G.T.-S.: Ale dlaczego akurat aplikacja i skąd tematy roślinne?
E.K.: Rośliny są fundamentalną częścią życia na Ziemi, jestem nimi zafascynowana, bez nich nie mogłaby istnieć większość innych form życia, w tym człowiek. Od zawsze odkąd pamiętam moja mama miała olbrzymi ogród, z niego do dziś czerpię inspiracje. A skąd pomysł na aplikację? Zaczęło się od okien. Wspólnie z mężem kupiliśmy nasz pierwszy dom, w którym były duże okna. Nie chciałam ich zawieszać ciężkimi firanami i zasłonami, czy roletami. Wymyśliłam, że każde okno będzie inne, a firana - aplikacja rozpięta bezpośrednio na ramie okiennej. Później pomyślałam, że dlaczego nie uszyć „obrazu” w technice aplikacji na ścianę.
Tym sposobem znalazłam się w miejscu, w którym jestem obecnie. Moje tkaniny mają stwarzać przytulny klimat. Staram się aby były kobiece, delikatne, dekoracyjne. Przeznaczeniem tkanin jest również miękkie, ocieplające osłonięcie ścian. Prace te z pewnością wynikają ze mnie, z mojej duszy.
G.T-.S.: Pani kompozycje przywołują skojarzenia ze sztuką art nouveau, z właściwą dla niej płaszczyznowością, linearyzmem i płynnością przedstawianych roślin.
E.K.: To z pewnością moja ulubiona epoka w sztuce. I rzeczywiście staram się podkreślać na tkaninie rysunek stosując grube szwy wydobywając tę linearność.
G.T.-S.: Nadaje Pani swoim pracom ciekawe tytuły. Przyznam szczerze, że zaczęłam sprawdzać, czy nadane przez Panią nazwy aplikowanym roślinom są prawdziwe. Okazało się, że nie. Na przykład „Florydiusz”…
E.K.: Ta tkanina powstała akurat na Florydzie, gdzie zainspirowałam się drzewami, które kwitną tam na wiosnę.
G.T.-S.: Mieszkała Pani na Florydzie ?
E.K.: Tak. Spędziłam tam siedem lat, ale mieszkając tam zjeździłam Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz. Zwiedziliśmy z mężem i synem wiele miast, ale i Parków Narodowych.
G.T.-S.: Dało się tam uprawiać sztukę?
E.K.: Tak. Miałam swoją pracownię, ale chodziłam też do szkoły artystycznej dla dorosłych, gdzie mogłam korzystać z modela rysując i malując.
G.T.-S.: Czerpie Pani inspiracje z podróży? Gdzie Pani jeszcze bywała?
E.K.: Byłam kilka razy we Włoszech. Zgłosiłam tam swój akces do wystawy Nateli di Roma, która była jednocześnie konkursem rysunkowym dedykowanym polonii. Dostałam Pierwszą Nagrodę. Efektem tego były kolejne wystawy we Włoszech związane z tkaniną i rysunkiem.
G.T.-S.: Jakie ma pani plany na przyszłość?
E.K.: Moim mottem życiowym jest podążanie za własną intuicją, która teraz mi mówi, abym wróciła do rysunku i łączenia go z tkaniną.
G.T.-S.: W jaki sposób?
E.K.: Chcę łączyć rysunek krajobrazu, na przykład takiego, który możemy oglądać przez okno, razem z płaszczyzną tkaniny i zamykać w oszklonej oprawie.
G.T.-S.: W takim razie życzę powodzenia w realizacji planów i dziękuję za rozmowę.
Gdańsk 28.11.2019




Our website is protected by DMC Firewall!