Galeria ul. Mariacka

Wywiad z Iwoną Jurkiewicz_wernisaż 17.02.2020 godz. 18 Galeria ZPAP ul.Mariacka 46/47

Iwona Jurkiewicz, rzeźba, „Cienie…Odbicia” 

Galeria ZPAP w Gdańsku ul. Mariacka46/47  17.02.2020 – 18.03.2020

 


czytaj więcej

Iwona Jurkiewicz, rzeźba, „Cienie…Odbicia” 

Galeria ZPAP w Gdańsku ul. Mariacka46/47  17.02.2020 – 18.03.2020

 

Grażyna Tomaszewska-Sobko: Dyplom na Wydziale Rzeźby obroniłaś u profesora Sławoja Ostrowskiego, a specjalizację z ceramiki robiłaś w pracowni profesor Teresy Klaman. Czy już wówczas dokonałaś wyboru materiału, w którym chciałaś tworzyć w następnych latach?

Iwona Jurkiewicz: Już wtedy, kiedy zdawałam egzaminy na uczelnię, moim priorytetem było to, aby mieć zajęcia z ceramiki. I to, po niewielkich perypetiach, udało mi się.

G.T.-S.: Z resztą była to u Ciebie kontynuacja zajęć ze szkoły średniej, czyli Liceum Plastycznego w Zamościu.

I.J.: Tak. Tam właściwie poznałam podstawy technologii na specjalizacji z ceramiki artystycznej.

G.T.-S.: O czym są Twoje prace?

I.J.:W zasadzie już od dyplomu staram się aby moje prace  zawierały pewne tajemnice i bez względu na to czy są to przedstawienia postaci, zwierząt,  czy inne formy ceramiczne, chciałabym, aby odbiorca miał możliwość na własną interpretację.

G.T.-S.: Inspiruje Cię natura, a dokładniej zestawienie świata zwierząt i ludzi. Przy czym nie przeciwstawiasz, ale łączysz te dwa światy. Czy w Twoich pracach zwierzęta nabierają cech ludzkich, czy też jest odwrotnie? A może jest to symbioza wynikająca z dłuższych, wzajemnych relacji? Wiem, że te stworzenia, zwłaszcza koty, są dla ciebie bardzo ważne.

I.J.: To prawda, poprzez obserwacje powstawały cykle prac inspirowane moimi kotami, albinoskimi braćmi. Mieszkając z nimi zauważyłam, że nabrały one bardzo dużo cech ludzkich. Moje koty są głuche, przez to może muszą skupić się na obserwacjach ludzi, co przekłada się na ich zachowania. Musieliśmy  nauczyć się porozumiewania ze sobą  za pomocą mimiki i gestów.

G.T.-S.: Czyli musiały nauczyć się obserwacji?

I.J.: Tak. Czasami robiąc minę, jakiś ruch, przeważnie rękoma i głową w ich kierunku,  sugerowałam jak mają się zachować. Dlatego też nie są one typowymi kotami, które mają swoje ścieżki. One starają się dostosować do mnie a ja do nich. Żyjąc w tej symbiozie, zaczęliśmy nabierać wzajemnie swoich cech.

G.T.-S.: Czy zauważyłaś, że zyskałaś jakąś nową cechę w tej symbiozie?

I.J.: Trudno mi na to odpowiedzieć, bo być może ja już tego nawet nie jestem w stanie zauważyć.

G.T.-S.: Tworzysz w materiałach naturalnych, takich jak glina, którą  bardzo często zostawiasz nieszkliwioną, ewentualnie ją patynujesz,  aby zachowała swoje naturalne kolory i strukturę. Pracujesz również w drewnie i kamieniu. Na ile i czy w ogóle jest dla ciebie ważna ta naturalność tworzywa?

I.J.:Jest to dla mnie ważne. Mam wrażenie, że nadając dodatkowe kolory glinie poprzez szkliwienie, psuję przez to formę, a forma ma dla mnie bardzo duże znaczenie, jak i treść. Kolorystyka powinna współgrać i nie szkodzić, nie przytłaczać i nie ciążyć. Pracując w glinie staram się łączyć te wszystkie zależności już na początkowym etapie poprzez dobór różnokolorowych glin. Dodatkowe wypały na wysoką temperaturę, które są niezbędne przy zastosowaniu szkliw, zmieniłyby te pierwotne, kontrolowane przeze mnie kolory, na które nie miałabym bezpośredniego wpływu. Tak jak mówiłam lubię mieć kontrolę nad swoją pracą. Nad szkliwieniem nie mam władzy i to sprawia, że po prostu rezygnuję z metody szkliwienia, bądź  stosuję minimalistycznie . Częściej delikatnie patynuję glinę i wtedy od razu widzę efekty.

G.T.-S.:To co jest bardzo charakterystyczne dla Twojej twórczości to multiplikowanie form. Co chcesz osiągnąć poprzez tę powtarzalność.

I.J.: Chciałabym przez nią pokazać wielkość. Z małych rzeczy można zrobić coś dużego. I można to zrobić również przez rozłożenie w czasie. Niektóre cykle mogę realizować przez długi czas tworząc potężną armię.

G.T.-S.: Terakotową armię?

I.J.:No właśnie. Stąd nawiązanie mojej ARMII KITAKI  do starożytno - chińskiej armii terakotowej, ale oczywiście w mniejszej skali i z odmienną inspiracją. Zdecydowanie prace te przez ilość nabierają mocy.

G.T.-S.: Co oznacza tytuł Twojej wystawy?

I.J.: Tytuł „Cienie… Odbicia” oddaje w pewien sposób proces mojej pracy. Odbijam, powielam i komponuję z różnych elementów całość. A cienie to metafora tego, co nienamacalne.

G.T.-S.: Cień też jest odbiciem.

I.J.: To prawda. Zwłaszcza, że jest to też opowieść o śmierci. Postaci, które tutaj „występują”, odnoszą się do procesu przejścia. Rzeźba zatytułowana „Luna” przedstawia przewodniczkę, występującą w mitologii słowiańskiej. Księżyc to przewodnik przeprowadzający dusze umarłych na tę drugą stronę, gdzie będzie im lepiej. Mam tendencję do kompilowania różnych symboli i odnoszenia się do nich w pracy. Do ich dwojakości. Np. ARMIA KITAKI traktuje również o wojnie, gdzie śmierć jest zjawiskiem masowym, a symbol lunarny podkreśla niemożliwość, tak jak u LUNATYKÓW, realnego wpływu na własny los. Myślę, że na charakter niektórych prac miał również widok z mojej pracowni, który obejmował Muzeum II Wojny Światowej. Ale oczywiście to widzowi pozostawiam dowolność interpretacji. Wracając jednak do twojego pytania, jest to wystawa o śmierci, przemijaniu, utracie, a także o poszukiwaniu tego, co utracone. Tytułowe odbicia, to także lustra i szyby, na których rzeźby powielają się jeszcze bardziej.

G.T.-S.:Bardzo często wyjeżdżasz na  plenery rzeźbiarskie. Czym się dla Ciebie różni praca w plenerze od tej „pracownianej”?

I.J.:Przede wszystkim w plenerze bierze udział wiele osób, a taki bezpośredni kontakt, rozmowa z uczestnikami, wymiana myśli, bardzo inspiruje i czasem nawet zmienia postrzeganie prac zarówno innych artystów jak i swoich. Na plenerze można również pokusić się na zrobienie pracy w o wiele większej skali. Lubię tam też pracować w kamieniu. Kojarzy mi się on z ceramiką, ze względu na wielość kolorów. A praca w kamieniu pozwala mi ten kolor po prostu odnajdywać. A w pracowni, cóż, jestem sama ze sobą i swoimi myślami.

G.T.-S.:Bierzesz udział w ogromnej ilości wystaw i to na całym świecie, a także w różnych konkursach. Które z nich ma dla ciebie znaczenie szczególne?

I.J.: Bardzo miło wspominam sympozjum ceramiczne we Lwowie, które również miało charakter konkursowy. Znajomości, które tam zawarłam podtrzymujemy do dzisiaj. Miałam możliwość zobaczenia tamtejszej uczelni, poznania ciekawych osób i zetknięcia się z bardzo, czasami wręcz skrajnie różnym podejściem do ceramiki.

G.T.-S.: A co zamierzasz po wystawie?

I.J.: W planach mam kontynuacje tematów zwierzęco-ludzkich. Nie chcę do końca zdradzać szczegółów, ale ważne w tych realizacjach będzie miejsce osadzenia moich postaci.

G.T.-S.: Brzmi tajemniczo. Życzę powodzenia w realizacji tych planów, na które będziemy niecierpliwe czekać.

Gdańsk 17.02.2020

 

 


 

Our website is protected by DMC Firewall!